- Niall, puść mnie - krzyknęłam, gdy mój chłopak podniósł mnie i przełożył przez ramię.
- Oj, księżniczko ! Nie chcesz, by Twój książę się Tobą ... hmmm ... zajął ? - uśmiechnął się słodko. Ten tylko o jednym.
- Nie dziś, zaraz muszę wracać do domu - posmutniałam. Od trzech miesięcy byłam z Niallerem. Horan to niesamowity chłopak, wiem, że nigdy by mnie nie opuścił. Brakująca połowa mojego serca. Rodzice byli nastawieni do tego związku raczej sceptycznie, lecz z czasem to zaakceptowali. Albo tak mi się tylko wydawało. Pomimo owego " przyjaznego nastawienia " rodzice kazali mi wracać przed 21 po spotkaniach z chłopakiem Nie powiem, że mi się to podobało, gdyż biorąc pod uwagę fakt, iż zajęcia kończyliśmy po 17, zostawały raptem 4 godziny na naukę i chwilkę ze Skarbem. Tylko chwilkę ...
- Kochanie, muszę lecieć. Do soboty - pocałowałam Nialla w policzek i ruszyłam do domu. Złapał mnie deszcz, ale co tam. Jedynie będę chora. Po powrocie usłyszałam narzekania mamy i pouczenia ojca, jednak ich nie słyszałam. Nie chciałam słuchać ... Mam powoli tego dość. Tak jak myślałam, dopadło mnie przeziębienie. Tylko tego brakowało, ale może rodzice pozwolą mojemu chłopakowi do mnie przyjść w odwiedziny. Przy okazji odpisałabym notatki, a to chyba w miarę dobry argument. Rankiem byłam sama, rodzice poszli do pracy, a rodzeństwa nie miałam. " Szczęśliwe " życie jedynaczki. Ta ... Rozsiadłam się przed telewizorem, jednak już po chwili ruszyłam w poszukiwaniu chusteczek. Zajrzałam do gabinetu ojca. W szufladach jego biurka można było znaleźć niemal wszystko. Przekopałam prawie całą, lecz i tak nie znalazłam tego, czego szukałam. Za to znalazłam pewien list. Adresowany do mojego ojca. Coś mnie pokusiło i ... otworzyłam kopertę starając się jej nie naruszyć. Treść owej karteczki bardzo mnie zdziwiła, a zarazem przeraziła.
" Drogi kuzynie. Cieszę się, że wkrótce się spotkamy. Safa jest bardzo szczęśliwa, że [T.I.] poślubi Rahima. To bardzo mądra dziewczyna. Czuję, że młodzi przypadną sobie do gustu i będą
małżeństwem ".
Poczułam w gardle ogromną gulę. Moi rodzice aranżowali mi małżeństwo. Fakt, iż byłam Hinduską nie oznaczał, że poślubię wybranka rodziców. Inne czasy. chciałam być z Niallem, to on nadawał sens mojemu życiu. Tylko On ... Wrzuciłam kopertę do szuflady, zamknęłam ją i pobiegłam do pokoju, by spokojnie popłakać. Dzięki temu poczułam się troszkę lepiej. Nie byłam przekonana, czy mówić o tym Niallerowi. Po namysłach uznałam to za całkiem dobry pomysł, tylko on mógł mnie wyciągnąć z tego bagna. Nim jednak zdążyłam wybrać jego numer do mieszkania wrócili rodzice. Zdrajcy ... Nie zamierzałam owijać w bawełnę.
- Wyjaśnicie mi, co knujecie ? - zapytałam prosto z mostu.
- Córeczko, o co Ci chodzi ? - mama wyglądała na zdziwioną.
- Jak to o co ?! Chcecie mnie wydać za jakiegoś Rahima, ale ja oczywiście nie mam nic do powiedzenia - krzyknęłam. Niesamowicie trudno było mi utrzymać emocje na wodzy.
- [T.I.], skarbie, my ... - zaczął ojciec. - ... chcemy Twojego dobra - powiedziałam parodiując głos taty.
- A jak ja mam się czuć ? Kocham Nialla i to z nim wiążę swoją przyszłość, rozumiecie ? Mam gdzieś wasze tradycje ! Nienawidzę Was ! - podniosłam głos i pobiegłam do pokoju. Rozpłakałam się.
- Cześć, możesz rozmawiać ? - zachlipałam do słuchawki.
- Oczywiście, kochanie. Co się stało ? Mam przyjechać ? - zapytał mój chłopak.
- Nie, nie pogarszaj sprawy. Nie będę przedłużać, moi rodzice aranżują mi małżeństwo - i kolejny deszcz łez.
- Co ? Jesteś Hinduską, ale nie przypuszczałbym, że oni nadal kontynuują tą tradycję. Damy radę. Przecież nic nie jest w stanie pokonać miłości. Spotkamy się w piątek w szkole i to obgadamy. Zdążysz wyzdrowieć ? - zapytał troskliwie.
- To wszystko postawiło mnie na nogi. Lepsze od tabletek. Do piątku i ... dzięki.
- Za co dziękujesz ? Musimy walczyć o to, co dla nas najważniejsze, czyli o nas. O nas ... - zawiesił głos. Nialler wiedział, że jest mi bardzo trudno i z całych sił mnie wspierał. Do rodziców się nie odzywałam. Z podsłuchanej rozmowy wywnioskowałam, iż w weekend odwiedzi nas rodzina. Mój przyszły mąż. Pocieszał mnie jedynie fakt, iż w piątek miałam zobaczyć się z Horanem.
- Mam plan. Uciekniemy. Musimy to zrobić, musimy. Inaczej nie uratujemy naszej miłości - usłyszałam od Nialla podczas piątkowego lunchu.
- Chyba nie mamy wyjścia. Po weekendzie, dobrze ? Muszę się oswoić z tą sytuacją - odparłam.
- Oczywiście. Poniedziałek, po lekcjach - uśmiechnął się, wstał z miejsca i ruszył w stronę jednej z sal. Jestem odważna. Uciekam od rodziców. Ale co to za rodzice, skoro nie potrafią dać mi szczęścia ? W sobotni ranek obudził mnie zapach kawy. Stała na szafce, niedaleko łóżka. Pewnie chcą się podlizać i mnie rozbudzić, bym przygotowała się do wizyty gości. Udało im się to. Wstałam, wyjęłam z szafy jakieś ciuchy i poszłam do łazienki. Gdy wróciłam do pokoju, zastałam tam pewną osobę siedzącą na moim łóżku. Zauważył mnie i natychmiast wstał.
- Cześć [T.I.]. Jestem Rahim. Pewnie coś o mnie słyszałaś - odezwał się. Nic mu nie brakowało. Był wysokim szatynem, o ciemnej karnacji. Ładny, ale dużo brakowało mu do Niallera.
- Tak, ale nie bardzo mam ochotę z Tobą rozmawiać. Tym bardziej o tym cholernym ślubie - z moich oczu popłynęły łzy. Chłopak zorientował się w sytuacji i wyszedł. Jednak długo nie pobyłam sama.
- [T.I.]. Zejdź na dół, skarbie. - Mama. Pewnie chce mi przedstawić przyszłych teściów.
- Dzień dobry - więcej nie miałam ochoty używać mojego głosu wobec tych obcych ludzi.
- Okej, odnośnie ślubu odbędzie się on już w przyszłą sobotę. Czeka nas pracowity tydzień - podsumował ojciec. Świetnie, po prostu świetnie. O weselu dowiaduję się dwa tygodnie przed. Ja mężatką ? Moi rodzice upadli na głowę. I tyle. Ucieknę i już nigdy więcej ich nie zobaczę. Marzenie ... *** Tego bym się nie spodziewała. Jestem zakładniczką we własnym domu.Przez te przygotowania nikt nie chce mnie nigdzie wypuścić. Przez ostatnie kilkanaście dni wszystko legło w gruzach. Domek z kart, który budowałam z całym sercem i miłością do Niallera runął ... Przymierzyłam niebieskie sari, które włożę już jutro. Ogród przygotowany. Ale ja nie czuję radości. Dlaczego ? Nie mogę być z kimś kogoś kocham, a to cholernie boli. Tak cholernie boli ..
. ~*~
- ... i nie opuszczę Cię aż do śmierci - jak przez mgłę usłyszałam swój głos. Chociaż byliśmy hinduską rodziną, ślub urządziliśmy w obrządku katolickim. Obie rodziny praktykowały katolicyzm od dawna.
- Możecie się pocałować. Nasze usta się spotkały. Obrzydliwość ... Byliśmy małżeństwem. Poczułam, jak moja dusza się rozpada.
~*~
Patrzył jak ona cierpi. Patrzył, jak go całuje. Patrzył, lecz nic nie mógł zrobić. Wyskoczyłby ze swojej kryjówki, robiąc z siebie idiotę. I tak ją zdobędzie. Będą razem i nic ich nie rozdzieli. No może niekoniecznie.
~*~
" Skarbie, weź to, co najważniejsze i uciekamy. Czekam w naszym tajnym miejscu. " - esemes od blondyna. Chociaż byłam żoną innego Niall się nie poddawał. Szkoda, że ja nie miałam wiary. Nie mogłam oswoić się z zaistniałą sytuacją. Spakowałam dokumenty, pieniądze i telefon. Obrączkę zostawiłam na biurku i wybiegłam z domu. Nikogo innego w nim nie było, gdyż Rahim i nasi rodzice jechali wybrać dla nas dom. Moją wymówką był ból głowy. Horana znalazłam od razu. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy. Ostatni raz zerknęłam na dom rodzinny i zapłakałam.
- Wszystko będzie dobrze, Mamy siebie, a to ważniejsze niż wszystko inne. Już wyobrażam sobie nasze dzieciaczki biegające po mieszkaniu. My wtuleni w siebie, na huśtawce w ogrodzie - marzenia wywołały uśmiech na twarzy chłopaka.
- Kocham Cię.
- Ja też Cię kocham, Niall - wyszeptałam
- Zawsze będę Cię wspierać i nigdy Cię nie opuszczę.
~*~
Chaos. Karetka jadąc na miejsce wypadku. Zdania wymieniane pomiędzy ludźmi.
- Jak to się stało ?
- Ten kierowca chyba był nietrzeźwy.
- Oni byli tacy młodzi. Młodzi i pełni życia. Pełni miłości wobec siebie. Z planami na przyszłość, które nigdy się nie spełnią. Przez ludzką głupotę zginęli, gdy wreszcie mieli szansę być razem. Kiedy ona wyrwała się z rodzinnego domu po aranżowanym małżeństwie, a on w końcu ją odzyskał. Kiedy już nic nie zagrażało ich miłości Bóg zabrał ich do siebie. Do końca byli razem. Razem szli, przezwyciężając przeciwności losu, by razem umrzeć. Teraz patrzą z ich wspólnego, niebiańskiego domu. Chociaż nigdy nie usłyszą roześmianych pociech mają siebie. Tylko szkoda, że stało się to tak późno i w takich okolicznościach. Rodzice dziewczyny jeszcze nie wiedzą, że przyczynili się do jej śmierci. Jeszcze nie uświadomili sobie, jak bardzo ją zranili. Śmiech. Nastolatka to najszczęśliwsza dusza w niebie. Ma to, czego świat nie był w stanie dać jej za życia. Ma obok siebie duszę, która będzie z nią na dobre i na złe. Jego.
- Oj, księżniczko ! Nie chcesz, by Twój książę się Tobą ... hmmm ... zajął ? - uśmiechnął się słodko. Ten tylko o jednym.
- Nie dziś, zaraz muszę wracać do domu - posmutniałam. Od trzech miesięcy byłam z Niallerem. Horan to niesamowity chłopak, wiem, że nigdy by mnie nie opuścił. Brakująca połowa mojego serca. Rodzice byli nastawieni do tego związku raczej sceptycznie, lecz z czasem to zaakceptowali. Albo tak mi się tylko wydawało. Pomimo owego " przyjaznego nastawienia " rodzice kazali mi wracać przed 21 po spotkaniach z chłopakiem Nie powiem, że mi się to podobało, gdyż biorąc pod uwagę fakt, iż zajęcia kończyliśmy po 17, zostawały raptem 4 godziny na naukę i chwilkę ze Skarbem. Tylko chwilkę ...
- Kochanie, muszę lecieć. Do soboty - pocałowałam Nialla w policzek i ruszyłam do domu. Złapał mnie deszcz, ale co tam. Jedynie będę chora. Po powrocie usłyszałam narzekania mamy i pouczenia ojca, jednak ich nie słyszałam. Nie chciałam słuchać ... Mam powoli tego dość. Tak jak myślałam, dopadło mnie przeziębienie. Tylko tego brakowało, ale może rodzice pozwolą mojemu chłopakowi do mnie przyjść w odwiedziny. Przy okazji odpisałabym notatki, a to chyba w miarę dobry argument. Rankiem byłam sama, rodzice poszli do pracy, a rodzeństwa nie miałam. " Szczęśliwe " życie jedynaczki. Ta ... Rozsiadłam się przed telewizorem, jednak już po chwili ruszyłam w poszukiwaniu chusteczek. Zajrzałam do gabinetu ojca. W szufladach jego biurka można było znaleźć niemal wszystko. Przekopałam prawie całą, lecz i tak nie znalazłam tego, czego szukałam. Za to znalazłam pewien list. Adresowany do mojego ojca. Coś mnie pokusiło i ... otworzyłam kopertę starając się jej nie naruszyć. Treść owej karteczki bardzo mnie zdziwiła, a zarazem przeraziła.
" Drogi kuzynie. Cieszę się, że wkrótce się spotkamy. Safa jest bardzo szczęśliwa, że [T.I.] poślubi Rahima. To bardzo mądra dziewczyna. Czuję, że młodzi przypadną sobie do gustu i będą
małżeństwem ".
Poczułam w gardle ogromną gulę. Moi rodzice aranżowali mi małżeństwo. Fakt, iż byłam Hinduską nie oznaczał, że poślubię wybranka rodziców. Inne czasy. chciałam być z Niallem, to on nadawał sens mojemu życiu. Tylko On ... Wrzuciłam kopertę do szuflady, zamknęłam ją i pobiegłam do pokoju, by spokojnie popłakać. Dzięki temu poczułam się troszkę lepiej. Nie byłam przekonana, czy mówić o tym Niallerowi. Po namysłach uznałam to za całkiem dobry pomysł, tylko on mógł mnie wyciągnąć z tego bagna. Nim jednak zdążyłam wybrać jego numer do mieszkania wrócili rodzice. Zdrajcy ... Nie zamierzałam owijać w bawełnę.
- Wyjaśnicie mi, co knujecie ? - zapytałam prosto z mostu.
- Córeczko, o co Ci chodzi ? - mama wyglądała na zdziwioną.
- Jak to o co ?! Chcecie mnie wydać za jakiegoś Rahima, ale ja oczywiście nie mam nic do powiedzenia - krzyknęłam. Niesamowicie trudno było mi utrzymać emocje na wodzy.
- [T.I.], skarbie, my ... - zaczął ojciec. - ... chcemy Twojego dobra - powiedziałam parodiując głos taty.
- A jak ja mam się czuć ? Kocham Nialla i to z nim wiążę swoją przyszłość, rozumiecie ? Mam gdzieś wasze tradycje ! Nienawidzę Was ! - podniosłam głos i pobiegłam do pokoju. Rozpłakałam się.
- Cześć, możesz rozmawiać ? - zachlipałam do słuchawki.
- Oczywiście, kochanie. Co się stało ? Mam przyjechać ? - zapytał mój chłopak.
- Nie, nie pogarszaj sprawy. Nie będę przedłużać, moi rodzice aranżują mi małżeństwo - i kolejny deszcz łez.
- Co ? Jesteś Hinduską, ale nie przypuszczałbym, że oni nadal kontynuują tą tradycję. Damy radę. Przecież nic nie jest w stanie pokonać miłości. Spotkamy się w piątek w szkole i to obgadamy. Zdążysz wyzdrowieć ? - zapytał troskliwie.
- To wszystko postawiło mnie na nogi. Lepsze od tabletek. Do piątku i ... dzięki.
- Za co dziękujesz ? Musimy walczyć o to, co dla nas najważniejsze, czyli o nas. O nas ... - zawiesił głos. Nialler wiedział, że jest mi bardzo trudno i z całych sił mnie wspierał. Do rodziców się nie odzywałam. Z podsłuchanej rozmowy wywnioskowałam, iż w weekend odwiedzi nas rodzina. Mój przyszły mąż. Pocieszał mnie jedynie fakt, iż w piątek miałam zobaczyć się z Horanem.
- Mam plan. Uciekniemy. Musimy to zrobić, musimy. Inaczej nie uratujemy naszej miłości - usłyszałam od Nialla podczas piątkowego lunchu.
- Chyba nie mamy wyjścia. Po weekendzie, dobrze ? Muszę się oswoić z tą sytuacją - odparłam.
- Oczywiście. Poniedziałek, po lekcjach - uśmiechnął się, wstał z miejsca i ruszył w stronę jednej z sal. Jestem odważna. Uciekam od rodziców. Ale co to za rodzice, skoro nie potrafią dać mi szczęścia ? W sobotni ranek obudził mnie zapach kawy. Stała na szafce, niedaleko łóżka. Pewnie chcą się podlizać i mnie rozbudzić, bym przygotowała się do wizyty gości. Udało im się to. Wstałam, wyjęłam z szafy jakieś ciuchy i poszłam do łazienki. Gdy wróciłam do pokoju, zastałam tam pewną osobę siedzącą na moim łóżku. Zauważył mnie i natychmiast wstał.
- Cześć [T.I.]. Jestem Rahim. Pewnie coś o mnie słyszałaś - odezwał się. Nic mu nie brakowało. Był wysokim szatynem, o ciemnej karnacji. Ładny, ale dużo brakowało mu do Niallera.
- Tak, ale nie bardzo mam ochotę z Tobą rozmawiać. Tym bardziej o tym cholernym ślubie - z moich oczu popłynęły łzy. Chłopak zorientował się w sytuacji i wyszedł. Jednak długo nie pobyłam sama.
- [T.I.]. Zejdź na dół, skarbie. - Mama. Pewnie chce mi przedstawić przyszłych teściów.
- Dzień dobry - więcej nie miałam ochoty używać mojego głosu wobec tych obcych ludzi.
- Okej, odnośnie ślubu odbędzie się on już w przyszłą sobotę. Czeka nas pracowity tydzień - podsumował ojciec. Świetnie, po prostu świetnie. O weselu dowiaduję się dwa tygodnie przed. Ja mężatką ? Moi rodzice upadli na głowę. I tyle. Ucieknę i już nigdy więcej ich nie zobaczę. Marzenie ... *** Tego bym się nie spodziewała. Jestem zakładniczką we własnym domu.Przez te przygotowania nikt nie chce mnie nigdzie wypuścić. Przez ostatnie kilkanaście dni wszystko legło w gruzach. Domek z kart, który budowałam z całym sercem i miłością do Niallera runął ... Przymierzyłam niebieskie sari, które włożę już jutro. Ogród przygotowany. Ale ja nie czuję radości. Dlaczego ? Nie mogę być z kimś kogoś kocham, a to cholernie boli. Tak cholernie boli ..
. ~*~
- ... i nie opuszczę Cię aż do śmierci - jak przez mgłę usłyszałam swój głos. Chociaż byliśmy hinduską rodziną, ślub urządziliśmy w obrządku katolickim. Obie rodziny praktykowały katolicyzm od dawna.
- Możecie się pocałować. Nasze usta się spotkały. Obrzydliwość ... Byliśmy małżeństwem. Poczułam, jak moja dusza się rozpada.
~*~
Patrzył jak ona cierpi. Patrzył, jak go całuje. Patrzył, lecz nic nie mógł zrobić. Wyskoczyłby ze swojej kryjówki, robiąc z siebie idiotę. I tak ją zdobędzie. Będą razem i nic ich nie rozdzieli. No może niekoniecznie.
~*~
" Skarbie, weź to, co najważniejsze i uciekamy. Czekam w naszym tajnym miejscu. " - esemes od blondyna. Chociaż byłam żoną innego Niall się nie poddawał. Szkoda, że ja nie miałam wiary. Nie mogłam oswoić się z zaistniałą sytuacją. Spakowałam dokumenty, pieniądze i telefon. Obrączkę zostawiłam na biurku i wybiegłam z domu. Nikogo innego w nim nie było, gdyż Rahim i nasi rodzice jechali wybrać dla nas dom. Moją wymówką był ból głowy. Horana znalazłam od razu. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy. Ostatni raz zerknęłam na dom rodzinny i zapłakałam.
- Wszystko będzie dobrze, Mamy siebie, a to ważniejsze niż wszystko inne. Już wyobrażam sobie nasze dzieciaczki biegające po mieszkaniu. My wtuleni w siebie, na huśtawce w ogrodzie - marzenia wywołały uśmiech na twarzy chłopaka.
- Kocham Cię.
- Ja też Cię kocham, Niall - wyszeptałam
- Zawsze będę Cię wspierać i nigdy Cię nie opuszczę.
~*~
Chaos. Karetka jadąc na miejsce wypadku. Zdania wymieniane pomiędzy ludźmi.
- Jak to się stało ?
- Ten kierowca chyba był nietrzeźwy.
- Oni byli tacy młodzi. Młodzi i pełni życia. Pełni miłości wobec siebie. Z planami na przyszłość, które nigdy się nie spełnią. Przez ludzką głupotę zginęli, gdy wreszcie mieli szansę być razem. Kiedy ona wyrwała się z rodzinnego domu po aranżowanym małżeństwie, a on w końcu ją odzyskał. Kiedy już nic nie zagrażało ich miłości Bóg zabrał ich do siebie. Do końca byli razem. Razem szli, przezwyciężając przeciwności losu, by razem umrzeć. Teraz patrzą z ich wspólnego, niebiańskiego domu. Chociaż nigdy nie usłyszą roześmianych pociech mają siebie. Tylko szkoda, że stało się to tak późno i w takich okolicznościach. Rodzice dziewczyny jeszcze nie wiedzą, że przyczynili się do jej śmierci. Jeszcze nie uświadomili sobie, jak bardzo ją zranili. Śmiech. Nastolatka to najszczęśliwsza dusza w niebie. Ma to, czego świat nie był w stanie dać jej za życia. Ma obok siebie duszę, która będzie z nią na dobre i na złe. Jego.
People say we shouldn't be together
Too young to know about forever
But I say they don't know what they talk talk talkin' about
They don't know about the things we do
They don't know about the I love you's
But I bet you if they only knew
They will just be jealous of us
They don't know about the up all night's
They don't know I've waited all my life
Just to find the love that feels this right
They don't know about us ...
Too young to know about forever
But I say they don't know what they talk talk talkin' about
They don't know about the things we do
They don't know about the I love you's
But I bet you if they only knew
They will just be jealous of us
They don't know about the up all night's
They don't know I've waited all my life
Just to find the love that feels this right
They don't know about us ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz