FTak, to była cudowna noc. Patrzyłaś w ogień nadal wspominając. Dochodziła już 2 w nocy. Mocniej otuliłaś się kocem wdychając zapach ukochanego. Poszłaś spać. Zasypiając pomyślałaś „Dobra, pokłóciliśmy się ale to jego wina. Mógłby przeprosić”.
Obudziłaś się rano mając nadzieję, że poczujesz wokół siebie silne ramiona w których budziłaś się przez ostatni rok. Niestety rzeczywistość zrobiła ci na złość. Zrobiło ci się smutno. Wczoraj, 4 godziny przed tym jak mieliście wyjść na kolację z okazji rocznicy, pokłóciliście się. Poszło o głupi kolor koszuli i o to, czy Lou ma założyć muszkę czy krawat. Gdy powiedziałaś mu ze jest ci to obojętne powiedział:
„A może nasz związek też jest i był Ci obojętny?!” , i wybiegł z domu. Wstałaś, ostatkiem sił przebrałaś się w czyste ciuchy i zeszłaś na dół.
Godzina 15, Wigilia.
Dzisiaj Louis ma urodziny.
„Pewnie pójdzie do klubu i pozna jakąś fajną laskę” – pomyślałaś smutna.
Zrobiłaś sobie kakao i usiadłaś przed drzwiami balkonowymi patrząc na spadające płatki śniegu. Od zawsze kochałaś ten widok. Minęło 1,5 godziny, zaczęło się ściemniać, a ty nie ruszyłaś się z miejsca. Po Twoich policzkach, spływały łzy, tak bardzo brakowało ci Louisa. Nagle poczułaś jak ktoś za Tobą siada i mocno Cię obejmuje.
- Tak bardzo przepraszam {t.i], byłem głupi – wyszeptał Louis wprost do Twojego ucha.
Po jego policzkach także płynęły łzy. Chłopak przyszedł w garniturze i z wielkim bukietem czerwonych róż. Uklęknął przed Tobą i powiedział:
- Przepraszam, że tak się zachowywałem. Ale sama przyznasz, że w koszuli w paski byłoby mi lepiej – próbował rozładować napięcie, jednak widząc Twój wyraz twarzy kontynuował na poważnie
– Wróciłbym wcześniej z tym bukietem ale musiałem jeszcze coś załatwić – powiedział niepewnie.
- Co takiego? – już wybaczyłaś chłopakowi. Cieszyłaś się ze masz go z powrotem. Louis wyjął małe pudełeczko, gdy je otworzył, Twoim oczą ukazał się przepiękny pierścionek zaręczynowy.
- {twoje pełne imię i nazwisko} Zgodzisz się wyjść za maż za takiego głupca jak ja i przyjąć nazwisko Tomlinson? – usłyszałaś z jego pięknych ust.
-Pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Takim, że ja ci wybiore garnitur. Hmm...
-Ok, czyli się zgadzasz?-kiwnęłam głową na tak- Hura.
I szybko wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni
***6 miesięcy później***
Dobra [T.I.] dasz radę. Przecież to tylko ślub. Jezu co ja gadam, przecież on nie jest zwykły jest z moim ukochanym Louisem. To nic trudnego staniesz przed ołtrzem, powiesz "Tak" i będziecie nie rozłącznym małżeństwem. Tak obiecał Louis. Przecież go kocham. Tak, muszę to zrobić. Dobra, która godzina,która godzina, cholera gdzie tu jest jakiś zegar. Dobra zostało 10 minut. Będzie dobrze.
***10 minut później***
- Ja [T.I.] [T.N.] biorę sobie Ciebie Louisie za męża-zaczęłam płakać-i ślubuję Ci wierność, szczerość i że Cie nie opuszczę aż do śmierci.
- Ja Louis Tomilison biorę sobie Ciebie [T.I.] za żonę i ślubuję Ci wierność, uczciwość małżeńską i że Cię nie opuszczę aż do śmierci.
- Ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować żonę.
***przed kościołem***
- Nie źle pani Tomilison jesteśmy małżeństwem. Wiesz skoro już wzieliśmy ślub to mam już kolejną rzecz do wyczekania.- popatrzyłam zdziwiona na niego.
- Jaką?- zapytałam zdziwiona
- Noc poślubną. Już sie nie mogę doczekać.
- Spokojnie jeszcze czeka Cię całe życie ze mną.
- Z taką dziewczyną to ja mógłbym być przez całą wieczność.- powiedział to i musnął moje usta.
- Jeszcze zobaczymy. Nie zapędzaj się tak.
- Już nie muszę.
Obudziłaś się rano mając nadzieję, że poczujesz wokół siebie silne ramiona w których budziłaś się przez ostatni rok. Niestety rzeczywistość zrobiła ci na złość. Zrobiło ci się smutno. Wczoraj, 4 godziny przed tym jak mieliście wyjść na kolację z okazji rocznicy, pokłóciliście się. Poszło o głupi kolor koszuli i o to, czy Lou ma założyć muszkę czy krawat. Gdy powiedziałaś mu ze jest ci to obojętne powiedział:
„A może nasz związek też jest i był Ci obojętny?!” , i wybiegł z domu. Wstałaś, ostatkiem sił przebrałaś się w czyste ciuchy i zeszłaś na dół.
Godzina 15, Wigilia.
Dzisiaj Louis ma urodziny.
„Pewnie pójdzie do klubu i pozna jakąś fajną laskę” – pomyślałaś smutna.
Zrobiłaś sobie kakao i usiadłaś przed drzwiami balkonowymi patrząc na spadające płatki śniegu. Od zawsze kochałaś ten widok. Minęło 1,5 godziny, zaczęło się ściemniać, a ty nie ruszyłaś się z miejsca. Po Twoich policzkach, spływały łzy, tak bardzo brakowało ci Louisa. Nagle poczułaś jak ktoś za Tobą siada i mocno Cię obejmuje.
- Tak bardzo przepraszam {t.i], byłem głupi – wyszeptał Louis wprost do Twojego ucha.
Po jego policzkach także płynęły łzy. Chłopak przyszedł w garniturze i z wielkim bukietem czerwonych róż. Uklęknął przed Tobą i powiedział:
- Przepraszam, że tak się zachowywałem. Ale sama przyznasz, że w koszuli w paski byłoby mi lepiej – próbował rozładować napięcie, jednak widząc Twój wyraz twarzy kontynuował na poważnie
– Wróciłbym wcześniej z tym bukietem ale musiałem jeszcze coś załatwić – powiedział niepewnie.
- Co takiego? – już wybaczyłaś chłopakowi. Cieszyłaś się ze masz go z powrotem. Louis wyjął małe pudełeczko, gdy je otworzył, Twoim oczą ukazał się przepiękny pierścionek zaręczynowy.
- {twoje pełne imię i nazwisko} Zgodzisz się wyjść za maż za takiego głupca jak ja i przyjąć nazwisko Tomlinson? – usłyszałaś z jego pięknych ust.
-Pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Takim, że ja ci wybiore garnitur. Hmm...
-Ok, czyli się zgadzasz?-kiwnęłam głową na tak- Hura.
I szybko wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni
***6 miesięcy później***
Dobra [T.I.] dasz radę. Przecież to tylko ślub. Jezu co ja gadam, przecież on nie jest zwykły jest z moim ukochanym Louisem. To nic trudnego staniesz przed ołtrzem, powiesz "Tak" i będziecie nie rozłącznym małżeństwem. Tak obiecał Louis. Przecież go kocham. Tak, muszę to zrobić. Dobra, która godzina,która godzina, cholera gdzie tu jest jakiś zegar. Dobra zostało 10 minut. Będzie dobrze.
***10 minut później***
- Ja [T.I.] [T.N.] biorę sobie Ciebie Louisie za męża-zaczęłam płakać-i ślubuję Ci wierność, szczerość i że Cie nie opuszczę aż do śmierci.
- Ja Louis Tomilison biorę sobie Ciebie [T.I.] za żonę i ślubuję Ci wierność, uczciwość małżeńską i że Cię nie opuszczę aż do śmierci.
- Ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować żonę.
***przed kościołem***
- Nie źle pani Tomilison jesteśmy małżeństwem. Wiesz skoro już wzieliśmy ślub to mam już kolejną rzecz do wyczekania.- popatrzyłam zdziwiona na niego.
- Jaką?- zapytałam zdziwiona
- Noc poślubną. Już sie nie mogę doczekać.
- Spokojnie jeszcze czeka Cię całe życie ze mną.
- Z taką dziewczyną to ja mógłbym być przez całą wieczność.- powiedział to i musnął moje usta.
- Jeszcze zobaczymy. Nie zapędzaj się tak.
- Już nie muszę.
*****************-**************
I jak się wam podoba. Dla mnie trochę dziwny, ale ja tak zawsze uważam.
I jak się wam podoba. Dla mnie trochę dziwny, ale ja tak zawsze uważam.
Caroline
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz