Siedziałaś przed kominkiem otulona ulubionym kocem Louisa. Była już zima. Patrzyłaś się w ogień palący kolejne kawałki drewna w kominku, czekając na ukochanego. Dzisiaj równo o 18 mija rocznica od waszego pierwszego spotkania. Przypomniałaś sobie ten dzień
. ***Wyszłaś z domu, bo nie mogłaś już słuchać matki. Zawsze wariowała przed świętami. Udałaś się do najbliższego spożywczaka po 2 puszki piwa. Otuliłaś się szczelniej szalikiem, było dosyć zimno, w końcu to grudzień. Zastanawiałaś się gdzie możesz pójść. Byłaś zmęczona wiec wybrałaś się do parku, znajdującego się 20 metrów dalej. Oprócz jakiegoś chłopaka siedzącego na ławce nikogo tam nie było. No tak, dzień przed wigilią każdy gdzieś się spieszy. Postanowiłaś się dosiąść.
- Em… Mogę tu usiąść? – zapytałaś.
- Jasne – chłopak nawet na Ciebie nie spojrzał. Na głowie miła kaptur. Milczeliście kilka minut dopóki nie zapytał:
- Podzielisz się? – i wskazał na trzymaną przez Ciebie puszkę.
- Pewnie, mam jeszcze jedną – powiedziałaś i podałaś mu ją.
- Dzięki – otworzył i zaczął zachłannie pić. Gdy skończył stał się bardziej rozmowny.
- Czemu dzień przed Wigilią, w taki mróz i o tak późnej porze chodzisz sama po parku? – zapytał. - Matce zawsze odwala przed świętami. Nie mogłam już wytrzymać w domu. A Ciebie co tu sprowadziło?
- Dziewczyna mnie rzuciła – odpowiedział beznamiętnym tonem.
- I jak się z tym czujesz? – głupio zapytałaś.
- A jak mam się czuć?! – podniósł głos lecz po chwili się opanował
– Chodziliśmy ze sobą 2 lata. Wydawało mi się, że ją kocham.
- Wydawało?
- No, kochałem ją, naprawdę. Byłem gotowy zrobić dla niej wszystko ale gdy usłyszałem te trzy słowa ; „Koniec z nami” czułem jak rozpadam się na tysiące malutkich kawałków. Naprawdę mnie to zabolało. Nawet nie podała przyczyny – chłopak gdy to mówił, miał łzy w oczach. Przybliżyłaś się do niego i mocno przytuliłaś. Chłopak objął cie swoimi ramionami i przycisnął do ciepłego torsu.
- Rozstania zawsze są trudne – powiedziałaś – Nie wiem jak się czujesz, bo nie jestem w twoim umyśle ale mogę to sobie wyobrazić. I nie są to zbyt przyjemne wyobrażenia. Siedzieliście w parku kilka godzin. Tak dobrze wam się rozmawiało, że nie zauważyliście upływającego czasu. Czułaś się bezpieczna w jego ramionach, jego zapach był zniewalający. Nagle zadzwonił Twój telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się imię Twojej siostry.
- Halo – odebrałaś.
- [t.i] gdzie jesteś?! Wiesz która godzina?! – krzyczała.
- Nie, która?
- Już po północy! Człowieku nie wiem gdzie się szlajasz ale lepiej nie przychodź do domu, bo matka rozerwie Cię na strzępy. Powiem jej że miałaś iść na nockę do koleżanki. Muszę kończyć bo idzie. Trzymaj się.
- OK, dzięki – powiedziałaś ale usłyszałaś już tylko dźwięk przerywanego połączenia. Posmutniałaś. Twoja mama była bardzo zasadnicza. Gdybyś o tej godzinie wróciła do domu miałabyś przesrane, awantura gotowa, pewnie sprzedałaby ci kilka razy z liścia, taka po prostu była. Chłopak wyczuł Twój smutek.
- Co się stało? – zapytał.
- Nic po prostu zbyt długo się tutaj zasiedziałam. Już 00:30 – odpowiedziałaś.
- I nie musisz wracać do domu? – zapytał zdziwiony.
- Nawet nie powinnam, bo starsza by mnie zatłukła – odparłaś smutno. Po Twoim policzku poleciała łza. Zawsze chciałaś mieć normalną, szczęśliwą rodzinę. Lecz po śmierci taty wasza matka zaczęła coraz częściej sięgać po alkohol i obwiniała Ciebie o jego śmierć. Na szczęście Twoja siostra miała spokój. Czasami nawet Cie biła.
- W takim razie chodź do mnie – zaproponował chłopak. *** Przypomniałaś sobie także jaka byłaś zachwycona, gdy przekroczyłaś próg jego mieszkania. Luksusowy, ogromny dom. Ciepły wystrój, w salonie wielka choinka. Bardzo przyjemny klimat. ***
- WOOOW – powiedziałaś wchodząc do środka.
- Cieszę się, ze ci się podoba – zaśmiał się chłopak. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłaś jego oczy. W parku cały czas siedział w kapturze. Ten niezwykły kolor jego tęczówek, długie rzęsy, stałaś zahipnotyzowana.
- A tak w ogóle jak się nazywasz? – zapytał podczas gdy próbowałaś uwolnić się spod wpływu jego spojrzenia.
- [t.i] a ty?
- Louis – powiedział, uśmiechnął się i wyciągnął w Twoja stronę dłoń.
- Miło mi – zaśmiałaś się i uścisnęłaś jego dłoń, a on nie puszczając jej przyciągnął Cię mocno do siebie. Zaczęliście się całować. Z początku było to tylko nieśmiałe muskanie warg ale z upływem kolejnych sekund, minut stawało się coraz bardziej namiętne. Louis przycisnął Cię do ściany nie zostawiając między waszymi rozgrzanymi ciałami wolnej przestrzeni. Zaczął zdejmować z Ciebie ubrania. Gdy zdjął z Ciebie koszulkę postanowiłaś przejąć inicjatywę. Teraz to on był pod ścianą. Zdjęłaś jego koszulę całując każdy skrawek jego ciała gdy odpinałaś kolejne guziki. Oplotłaś go nogami w pasie, a on zaniósł was do sypialni. Położył Cię na łóżku i usiadł na Tobie. Całował Cię po szyi, obojczykach, ramionach, zdjął z Ciebie spodnie. Po chwili to ty byłaś na górze. Przez cieńki materiał bokserek od Calvina Clein’a czułaś jaki jest podniecony. Jego przyjaciel wyrywał się na wolność. Zdjęłaś z chłopaka ostatnia część garderoby. Sama odpięłaś stanik ale przytrzymałaś go chwilę aby podroczyć się z brunetem. ***
. ***Wyszłaś z domu, bo nie mogłaś już słuchać matki. Zawsze wariowała przed świętami. Udałaś się do najbliższego spożywczaka po 2 puszki piwa. Otuliłaś się szczelniej szalikiem, było dosyć zimno, w końcu to grudzień. Zastanawiałaś się gdzie możesz pójść. Byłaś zmęczona wiec wybrałaś się do parku, znajdującego się 20 metrów dalej. Oprócz jakiegoś chłopaka siedzącego na ławce nikogo tam nie było. No tak, dzień przed wigilią każdy gdzieś się spieszy. Postanowiłaś się dosiąść.
- Em… Mogę tu usiąść? – zapytałaś.
- Jasne – chłopak nawet na Ciebie nie spojrzał. Na głowie miła kaptur. Milczeliście kilka minut dopóki nie zapytał:
- Podzielisz się? – i wskazał na trzymaną przez Ciebie puszkę.
- Pewnie, mam jeszcze jedną – powiedziałaś i podałaś mu ją.
- Dzięki – otworzył i zaczął zachłannie pić. Gdy skończył stał się bardziej rozmowny.
- Czemu dzień przed Wigilią, w taki mróz i o tak późnej porze chodzisz sama po parku? – zapytał. - Matce zawsze odwala przed świętami. Nie mogłam już wytrzymać w domu. A Ciebie co tu sprowadziło?
- Dziewczyna mnie rzuciła – odpowiedział beznamiętnym tonem.
- I jak się z tym czujesz? – głupio zapytałaś.
- A jak mam się czuć?! – podniósł głos lecz po chwili się opanował
– Chodziliśmy ze sobą 2 lata. Wydawało mi się, że ją kocham.
- Wydawało?
- No, kochałem ją, naprawdę. Byłem gotowy zrobić dla niej wszystko ale gdy usłyszałem te trzy słowa ; „Koniec z nami” czułem jak rozpadam się na tysiące malutkich kawałków. Naprawdę mnie to zabolało. Nawet nie podała przyczyny – chłopak gdy to mówił, miał łzy w oczach. Przybliżyłaś się do niego i mocno przytuliłaś. Chłopak objął cie swoimi ramionami i przycisnął do ciepłego torsu.
- Rozstania zawsze są trudne – powiedziałaś – Nie wiem jak się czujesz, bo nie jestem w twoim umyśle ale mogę to sobie wyobrazić. I nie są to zbyt przyjemne wyobrażenia. Siedzieliście w parku kilka godzin. Tak dobrze wam się rozmawiało, że nie zauważyliście upływającego czasu. Czułaś się bezpieczna w jego ramionach, jego zapach był zniewalający. Nagle zadzwonił Twój telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się imię Twojej siostry.
- Halo – odebrałaś.
- [t.i] gdzie jesteś?! Wiesz która godzina?! – krzyczała.
- Nie, która?
- Już po północy! Człowieku nie wiem gdzie się szlajasz ale lepiej nie przychodź do domu, bo matka rozerwie Cię na strzępy. Powiem jej że miałaś iść na nockę do koleżanki. Muszę kończyć bo idzie. Trzymaj się.
- OK, dzięki – powiedziałaś ale usłyszałaś już tylko dźwięk przerywanego połączenia. Posmutniałaś. Twoja mama była bardzo zasadnicza. Gdybyś o tej godzinie wróciła do domu miałabyś przesrane, awantura gotowa, pewnie sprzedałaby ci kilka razy z liścia, taka po prostu była. Chłopak wyczuł Twój smutek.
- Co się stało? – zapytał.
- Nic po prostu zbyt długo się tutaj zasiedziałam. Już 00:30 – odpowiedziałaś.
- I nie musisz wracać do domu? – zapytał zdziwiony.
- Nawet nie powinnam, bo starsza by mnie zatłukła – odparłaś smutno. Po Twoim policzku poleciała łza. Zawsze chciałaś mieć normalną, szczęśliwą rodzinę. Lecz po śmierci taty wasza matka zaczęła coraz częściej sięgać po alkohol i obwiniała Ciebie o jego śmierć. Na szczęście Twoja siostra miała spokój. Czasami nawet Cie biła.
- W takim razie chodź do mnie – zaproponował chłopak. *** Przypomniałaś sobie także jaka byłaś zachwycona, gdy przekroczyłaś próg jego mieszkania. Luksusowy, ogromny dom. Ciepły wystrój, w salonie wielka choinka. Bardzo przyjemny klimat. ***
- WOOOW – powiedziałaś wchodząc do środka.
- Cieszę się, ze ci się podoba – zaśmiał się chłopak. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłaś jego oczy. W parku cały czas siedział w kapturze. Ten niezwykły kolor jego tęczówek, długie rzęsy, stałaś zahipnotyzowana.
- A tak w ogóle jak się nazywasz? – zapytał podczas gdy próbowałaś uwolnić się spod wpływu jego spojrzenia.
- [t.i] a ty?
- Louis – powiedział, uśmiechnął się i wyciągnął w Twoja stronę dłoń.
- Miło mi – zaśmiałaś się i uścisnęłaś jego dłoń, a on nie puszczając jej przyciągnął Cię mocno do siebie. Zaczęliście się całować. Z początku było to tylko nieśmiałe muskanie warg ale z upływem kolejnych sekund, minut stawało się coraz bardziej namiętne. Louis przycisnął Cię do ściany nie zostawiając między waszymi rozgrzanymi ciałami wolnej przestrzeni. Zaczął zdejmować z Ciebie ubrania. Gdy zdjął z Ciebie koszulkę postanowiłaś przejąć inicjatywę. Teraz to on był pod ścianą. Zdjęłaś jego koszulę całując każdy skrawek jego ciała gdy odpinałaś kolejne guziki. Oplotłaś go nogami w pasie, a on zaniósł was do sypialni. Położył Cię na łóżku i usiadł na Tobie. Całował Cię po szyi, obojczykach, ramionach, zdjął z Ciebie spodnie. Po chwili to ty byłaś na górze. Przez cieńki materiał bokserek od Calvina Clein’a czułaś jaki jest podniecony. Jego przyjaciel wyrywał się na wolność. Zdjęłaś z chłopaka ostatnia część garderoby. Sama odpięłaś stanik ale przytrzymałaś go chwilę aby podroczyć się z brunetem. ***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz