*** Z perspektywy Śnieżki ***
- Już szukam twoich skarpetek Louis- szukałam po całym domu. Louisa mogłabym opisać jednym słowem: Bałaganiaż. Ostatnio znalazłam jego kilof w lodówce, a gdy spytałam się dlaczego tam leżał powiedział, że musiał go tam zostawić po rozłupywaniu orzeszków laskowych, kto normalny otwieta orzeszki kilofem przecież daje sie je wiewiórkom by pierwsze ci je otworzyły. Po piętnastu minutach poszukiwań w domu, zaczęłam ich szukać w ogrodzie po Louisie można się wszystkiego spodziewać. Nagle zauważyłam je na drzewie.
- Louis, co twoje skarpetki robią na drzewie? Po co je tam położyłeś?- spytałam ciekawa. Jednak nie doczekałam się odpowiedzi, gdyż z oddali ujrzałam kobietę w podeszłym wieku podpierała się drewnianym kijkiem na jej twarzy było wiele zmarszczek i wory pod oczami. Przerażona jej widokiem zmartwiona zapytałam:
- Dzień Dobry! Czy dobrze się pani czuje?
- Jedyna się zapytałaś moje dziecko. Szłam bardzo długo sprzedając owoce i warzywa po okolicznych wioskach. Jeżeli mogłabym prosić o szklankę wody, jestem bardzo spragniona.-szybko pobiegłam do chatki na prośbę kobiety. Chłopcy patrzyli się na mnie zdziwieni, jeszcze ze skarpetkami w dłoniach podeszłam do babci ze szklanką wody.
- Proszę.- podałam kobiecie naczynie z cieczą. Upiła łyk i powiedziała:
- Dziękuje Ci dziecko. Jesteś bardzo miła i szczera widze to w twoich oczach. Proszę weź to jabłko- podała mi je do ręki- są bardzo słodkie w tym roku są dorodne. A teraz zmykaj widzę, że masz dużo rzeczy do zrobienia.- mówiła to patrząc się za mnie najprawdopodobniej w okienko w którym napewno stali moi aniołowie stróże.- Do widzenia.
- Dziękuję za jabłko. Żegnam.- powiedziałam radośnie.
Gdy szłam do domku ugryzłam najbardziej czerwoną część jabłka było bardzo słodkie jak to powiedziała stara kobieta. Gdy byłam już jedną nogą za progiem poczułam się taka swobodna i jakby zasnęłam.
*** W międzyczasie w królestwie ***
- W końcu się jej pozbyłam. To ja będę najpiękniejsza w tym królestwie, tylko ja nią będę- powiedziała królowa, nie wiedząc, że za drzwiami stał zdenerwowany książe Zayn i jego kuzyn książe Niall.
- Szkoda, że nie zobaczę wyrazów twarzy tych karłów, gdy zauważą, że [T.I.] nie żyje błahahahahaha.- wtedy jeszcze bardziej się zdenerwowali a także stali się bardziej smutni i poczuli się winni, że jej nie uratowali. Ale dostali bardzo wielką wskazówkę i wierzyli, że nie jest za późno.
*** Z perspektywy Louisa ***
Nagle usłyszałem huk w holu. Usłyszałem doniosły głos Liama i szybko tam podbiegłem zobaczyłem tam Śnieżkę, która w prawej ręce miała ugryzione jabłko a w lewej miała moje skarpetki. Co jej się stało? Czemu jej niepilnowaliśmy?
- Chłopaki nie czuję tętna.- powiedział zatroskany Liam.- Ona nie żyje.
poniedziałek, 29 grudnia 2014
czwartek, 25 grudnia 2014
23# Liam
Szczerze nie myślałam, że moje życie może się tak ułożyć: wspaniały mąż, dzieci, dom i praca. Przez pierwsze dwadzieścia lat mojego życia było totalną porażką wprawdzie miałam rodziców, ale cóż to za rodzice którzy mają w tyłku swoje dziecko i zajmują się tylko swoją pracą, byłam zdana na siebie wprawdzie miałam pieniądze, ale za pieniądze nie kupisz przyjaciół, rodziców, miłości i szczęścia. Swoje uczucia przelewałam na papier tworząc melodie, teksty, piosenki o których tylko wiedziałam ja do czasu.... Pamiętam to dokładnie 23 stycznia. Ja jak zwykle z nosem w zeszycie szłam przez ulicę w śnieżny dzień. Aż tu nagle BUM! Pośliznęłam się i wpadłam prosto w śnieg, który był zebrany tuż obok szosy. Szczęście w nieszczęściu jak to się mówi. Powiedziałam sama do siebie:
-Świetnie [T.I.], ty niezdaro- wtedy dopiero zorientowałam się, że mojego zeszytu nie ma. Wpadłam w panikę, myślałam coś takiego: "A jeśli ktoś go znajdzie i je przeczyta w końcu te piosenki są o moim życiu i uczuciach". Czułam się wtedy jak balon bez powietrza albo ryba bez wody. Następnego dnia zdesperowana wywieszałam ogłoszenia na każdej możliwej stronie internetowej, chodziłam do pobliskich sklepów i pytałam się czy niewidzieli zeszytu lub czy ktoś go nie oddał, wiem pewnie myślicie, że to głupie albo "Czy coś z nią jest nie tak?". Ale jak powiedziałam wcześniej ten notatnik był całym moim życiem. Po tygodniu poszukiwań traciłąm już nadzieję, lecz następnego dnia dostałam wiadomość, która brzmiała dokładnie tak:
"Piszę w sprawie zaginionego zeszytu. Ma niebieską okładkę trochę pobrudzoną długopisem, powydzierane kartki i czerwoną wstążką wokół niego. Na pierwszej stronie napisanie jest:"Dla wyzwolenia uczuć [T.I.] [T.N.]". Jeżeli chce pani go odzyskać możemy się spotkać za dwa dni w kawiarence "Ogród marzeń" o 12. Niech pani szuka Liama Payne'a".
Dwa dni później aż tak się przejęłam, że wstałam z samego rana. Nie mogłam się doczekać przez te kilka godzin nie mogłam sobie znaleźć zajęcia. Aż wkońcu wybiła 12 wyszłam z domu. Po dwudziestu minutach byłam już na miejscu. Nigdy nie byłam w tej kawiarnii wcześniej było tam pięknie choć za oknem leżał śnieg w lokalu było tak wiosennie, kolorowo, wesoło. Podeszłam do blatu i zapytałam:
-Czy jest pan Liam Payne? Ja w sprawie ogłoszenia.
-Pani [T.I.]?-spytała kelnerka.
-Tak-odpowiedziałąm
-Już go wołam-powiedziała i zniknęła za drzwiami do kuchni.
Po jakichś dwóch minutach pojawił się wysoki, brunet z moim zeszytem:
-[T.I.]?-przytaknęłam-Czy to nie twój zeszyt?-mówiąc to podał mi zeszyt. Miałam ochotę skakać jak głupia, Ale trzeba było zachować powagę.
-Tak gdzie go pan znalazł?-zapytałam zaciekawiona.
-Znalazłem go koło hydrantu, był cały mokry osuszyłem go. Może przestaniemy mówić przez pani albo pan. Jestem Liam, a ty [T.I.]-zapytał.
-Tak, dziękuję. Gdzie pan sorry znalazłeś moje ogłoszenie?-zapytałam.
-Wiesz ciężko było go nie znaleźć.-zrobiłam się czerwona-Nie przejmuj się to tylko znaczy, że bardzo zależy Ci na tej małej rzeczy. Pozwoliłem sobie zajrzeć do środka...-Wtedy moje najgorsze koszmary się spełniły.-... teksty są bardzo osobiste, ale są świetne. Skąd bierzesz taką inspirację?-zamilkłam.- Jeżeli nie chcesz to nie mów.
-Nie, spokojnie. Teksty są pisane na podstawie mojego życia i uczuć. Dlatego są bardzo osobiste.
- Więc to wyjaśnia jeden tekst:"Mam ochotę zjeść lody lub kupić misia lub dwa". To wyjaśnia wszystko.
- Nie dziw się pisałam to w wieku dwunastu lat. Po prostu miałam ochotę na lody czekoladowe. --
-Bardzo podoba mi się jedna piosenka. Chciałbym ją zaprzezentować na wieczorku muzycznym. Jest świetna. Mogę?-zapytał.
-Tak, proszę.-podałam mu zeszyt.
Zaczął kartkować aż dotarł do przedostatniej strony:
-O właśnie ta. Jest genialna, uwielbiam słowa i muzykę.-musiałam przyznać, że miał świetny gust, wybrał moją ulubioną piosenkę.
- Zaśpiewaj kawałek.-zaczął śpiewać był lepszy niż ja, gdy ją śpiewałam. Zaparł mi dech w piersi.
- Możemy się dogadać...
I tak to się zaczęło Liam promował moje piosenki i niektórej ze mną pisał. A wiecie jak to bywa im więcej czasu spędzasz z przyjacielem staje się bliższy niż ktoś inny. Byliśmy parą przez dwa lata, potem Liam mi się oświadczył. Ślub i dzieci. I tak jak napisałam wcześniej dzięki nieszczęściu pojawiło się szczęście.
"Piszę w sprawie zaginionego zeszytu. Ma niebieską okładkę trochę pobrudzoną długopisem, powydzierane kartki i czerwoną wstążką wokół niego. Na pierwszej stronie napisanie jest:"Dla wyzwolenia uczuć [T.I.] [T.N.]". Jeżeli chce pani go odzyskać możemy się spotkać za dwa dni w kawiarence "Ogród marzeń" o 12. Niech pani szuka Liama Payne'a".
Dwa dni później aż tak się przejęłam, że wstałam z samego rana. Nie mogłam się doczekać przez te kilka godzin nie mogłam sobie znaleźć zajęcia. Aż wkońcu wybiła 12 wyszłam z domu. Po dwudziestu minutach byłam już na miejscu. Nigdy nie byłam w tej kawiarnii wcześniej było tam pięknie choć za oknem leżał śnieg w lokalu było tak wiosennie, kolorowo, wesoło. Podeszłam do blatu i zapytałam:
-Czy jest pan Liam Payne? Ja w sprawie ogłoszenia.
-Pani [T.I.]?-spytała kelnerka.
-Tak-odpowiedziałąm
-Już go wołam-powiedziała i zniknęła za drzwiami do kuchni.
Po jakichś dwóch minutach pojawił się wysoki, brunet z moim zeszytem:
-[T.I.]?-przytaknęłam-Czy to nie twój zeszyt?-mówiąc to podał mi zeszyt. Miałam ochotę skakać jak głupia, Ale trzeba było zachować powagę.
-Tak gdzie go pan znalazł?-zapytałam zaciekawiona.
-Znalazłem go koło hydrantu, był cały mokry osuszyłem go. Może przestaniemy mówić przez pani albo pan. Jestem Liam, a ty [T.I.]-zapytał.
-Tak, dziękuję. Gdzie pan sorry znalazłeś moje ogłoszenie?-zapytałam.
-Wiesz ciężko było go nie znaleźć.-zrobiłam się czerwona-Nie przejmuj się to tylko znaczy, że bardzo zależy Ci na tej małej rzeczy. Pozwoliłem sobie zajrzeć do środka...-Wtedy moje najgorsze koszmary się spełniły.-... teksty są bardzo osobiste, ale są świetne. Skąd bierzesz taką inspirację?-zamilkłam.- Jeżeli nie chcesz to nie mów.
-Nie, spokojnie. Teksty są pisane na podstawie mojego życia i uczuć. Dlatego są bardzo osobiste.
- Więc to wyjaśnia jeden tekst:"Mam ochotę zjeść lody lub kupić misia lub dwa". To wyjaśnia wszystko.
- Nie dziw się pisałam to w wieku dwunastu lat. Po prostu miałam ochotę na lody czekoladowe. --
-Bardzo podoba mi się jedna piosenka. Chciałbym ją zaprzezentować na wieczorku muzycznym. Jest świetna. Mogę?-zapytał.
-Tak, proszę.-podałam mu zeszyt.
Zaczął kartkować aż dotarł do przedostatniej strony:
-O właśnie ta. Jest genialna, uwielbiam słowa i muzykę.-musiałam przyznać, że miał świetny gust, wybrał moją ulubioną piosenkę.
- Zaśpiewaj kawałek.-zaczął śpiewać był lepszy niż ja, gdy ją śpiewałam. Zaparł mi dech w piersi.
- Możemy się dogadać...
I tak to się zaczęło Liam promował moje piosenki i niektórej ze mną pisał. A wiecie jak to bywa im więcej czasu spędzasz z przyjacielem staje się bliższy niż ktoś inny. Byliśmy parą przez dwa lata, potem Liam mi się oświadczył. Ślub i dzieci. I tak jak napisałam wcześniej dzięki nieszczęściu pojawiło się szczęście.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)